Czy uczenie się na pamięć ma sens ?

Często słyszymy, że szkoła powinna odejść od „wkuwania” na rzecz nauki przez doświadczenie i projektów. Brzmi nowocześnie i atrakcyjnie — ale czy jedno naprawdę wyklucza drugie? Zanim uczeń zacznie pracować metodą projektu, musi mieć podstawową wiedzę. Bez niej trudno coś zrozumieć, połączyć fakty czy wyciągnąć wnioski. Samo doświadczenie, pozbawione pojęć i teorii, rzadko rozwija myślenie. Częściej kończy się chaosem albo tylko wrażeniem, że „było fajnie”. Można to porównać do nauki gry na instrumencie. Zanim ktoś zacznie improwizować, musi poznać nuty, rytm i podstawowe zasady. Bez tego gra byłaby przypadkowa i mało rozwijająca. Podobnie metoda projektu nie jest cudownym rozwiązaniem. Jeden projekt nie sprawi, że uczeń nagle wszystko zrozumie i zapamięta. Może za to pomóc uporządkować wiedzę, zobaczyć zależności i połączyć teorię z praktyką. Ale nadal wymaga nauki, myślenia, powtarzania i utrwalania. Bez tego wiedza nie zostaje na długo. Dlatego w młodszych klasach dzieci uczą się wierszy na pamięć. Nie po to, by recytować je w dorosłym życiu, ale żeby ćwiczyć pamięć, koncentrację, język i logiczne porządkowanie informacji. To ważne umiejętności, które są podstawą dalszej nauki — i nie da się ich po prostu „zastąpić projektem”. Metoda projektu stała się bardzo popularna i bywa traktowana jak rozwiązanie wszystkich problemów szkoły. Tymczasem są przedmioty, takie jak matematyka, w których bez systematycznej pracy i ćwiczeń trudno o realne efekty. Tak jak nie da się nauczyć liczyć bez liczenia, tak nie da się myśleć bez solidnych podstaw. Najlepsze efekty przynosi więc połączenie obu podejść: wiedzy, ćwiczeń i doświadczenia. Jedno bez drugiego po prostu nie działa.

Kto odpowiada za nudne lekcje ?

Dlaczego współczesne dzieci nie mają ochoty się uczyć — nawet w nowoczesnych szkołach? Zwykle winę przypisujemy systemowi edukacji mówiąc: „Szkoła jest niedostosowana do czasów”, „Lekcje są nudne”, „Trzeba zacząć uczyć inaczej”. A przecież dziś istnieje wiele placówek, w których:— zajęcia są interaktywne,— wykorzystuje się doświadczenia sensoryczne,— dzieci uczą się przez eksperymenty, projekty, klocki,— pracuje się zespołowo,— korzysta się z nowoczesnych narzędzi i platform,— rozwija się myślenie, a nie tylko zapamiętywanie faktów. Mimo to motywacja do nauki wcale nie rośnie. Dlaczego?  Ponieważ problem nie sprowadza się jedynie do metod nauczania. Zatraciliśmy rozumienie czegoś bardzo podstawowego:… że nauka nie jest kwestią chwilowej ochoty. Jako dorośli często — zupełnie nieświadomie — przekazujemy dzieciom sygnał, że uczenie się zależy od nastroju. Unikamy stawiania wymagań, boimy się napięcia, próbujemy wszystko uczynić łatwym, przyjemnym i „ładnie podanym”. Tymczasem nauka nie jest zabawą. To proces.Podobnie jak:— dbanie o higienę,— utrzymywanie równowagi,— nauka chodzenia,— nauka mówienia. Wiedza jest kapitałem. Wysiłek jest nieodłączną częścią rozwoju. Dyscyplina nie jest karą — jest wsparciem. Dziecko powinno zrozumieć, że: nie uczy się dla ocen ani dla nauczycieli. Uczy się dla siebie — z myślą o własnej przyszłości. I tu kluczową rolę odgrywają rodzice. To oni powinni jasno komunikować:— że nauka jest niezbędna w życiu,— że rozwój zawsze wymaga wysiłku,— że umiejętność uczenia się jest ważniejsza niż samo „ukończenie szkoły”,— że wiedza jest fundamentem samodzielności, sukcesu i wolności. Nawet najbardziej innowacyjna szkoła nie zastąpi tego, co najważniejsze: poczucia sensu, który rodzi się w domu. Szkoła daje jedynie ramy. Nauczyciele dostarczają narzędzi.Ale odpowiedź na pytanie: „Dlaczego to jest ważne?” dziecko powinno usłyszeć przede wszystkim od rodziców. Rola rodzica jest najważniejsza w procesie kształcenia młodego człowieka. Ciekawe ilu rodziców dotrwało do końca tego tekstu ?

Fundamenty przyszłości

Edukacja wczesnoszkolna jest jak solidne fundamenty — to na niej buduje się całą przyszłość młodego człowieka. Na tych fundamentach wyrasta jego wiedza, umiejętności, sposób myślenia i pewność siebie. Tak jak potężne mury malborskiego zamku, które przetrwały wieki dzięki solidnemu planowi i precyzji budowniczych, tak dobrze zaplanowana edukacja wczesnoszkolna pozwala dziecku rozwijać się, odkrywać świat i z odwagą stawiać kolejne kroki w nauce. Właśnie na etapie wczesnoszkolnym dzieci po raz pierwszy stykają się z magią liczb. Uczą się, że matematyka to nie tylko cyfry w zeszycie, ale sposób patrzenia na świat — porządkowanie, odkrywanie wzorów, szukanie rozwiązań. To czas, kiedy rodzi się logiczne myślenie, umiejętność dostrzegania zależności i czerpania radości z odkrywania. Jeśli fundamenty matematyczne zostaną położone solidnie — z cierpliwością, zrozumieniem i ciekawością — dziecko w przyszłości nie będzie bało się trudniejszych zadań. Wręcz przeciwnie, potraktuje je jak wyzwania, które można pokonać. Z pewnością podejdzie do nich krok po kroku, z tą samą precyzją, z jaką mistrzowie budowali zamek w Malborku. Ważne jest, by w edukacji wczesnoszkolnej nie gubić radości z nauki. Matematyka może być przygodą — mostem między światem zabawy a światem logicznego myślenia. I to właśnie od nas, nauczycieli, rodziców i pasjonatów, zależy, czy te pierwsze kroki dziecka w świecie liczb będą przypominały mozolne wchodzenie po stromych schodach, czy raczej wspinanie się na wieżę, z której widać, jak wiele jeszcze można odkryć. Zachęcajmy dzieci do zadawania pytań, do liczenia klocków, do odkrywania wzorów w naturze i w codziennych sytuacjach. Pokażmy im, że matematyka to nie strach, lecz przygoda, która daje moc rozumienia świata. Bo każde dobrze zadane pytanie, każda próba rozwiązania zadania, każdy moment „Aha!” to kolejna cegła w murze ich przyszłego sukcesu.

Renimatematyka – moja historia

Od dziecka marzyłam, by zostać nauczycielką – już wtedy prowadziłam „lekcje” dla swoich lalek i z zapałem tłumaczyłam im zawiłości świata. Matematyka zawsze była dla mnie czymś naturalnym – zrozumiałym i logicznym, dlatego właśnie z nią związałam swoje zawodowe życie.  Podczas studiów na Wydziale Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego próbowałam swoich sił także w mediach – pracowałam w telewizji jako redaktor i prezenterka. Mam też za sobą udział w dwóch teleturniejach oraz w wyborach miss – doświadczenia te nauczyły mnie odwagi, pewności siebie i umiejętności radzenia sobie w niecodziennych sytuacjach.  Do szkoły trafiłam po raz pierwszy w lutym 1999 roku – zupełnie niespodziewanie. Jeden z nauczycieli zrezygnował z pracy, a szkoła pilnie potrzebowała zastępstwa. Tak zaczęła się moja przygoda z nauczaniem, która trwa do dziś.  Po 11 latach pracy w szkole postanowiłam spróbować czegoś nowego i przez 3 lata pracowałam w centrali banku, gdzie pełniłam funkcję kierownika zespołu rozliczeń i szkoleń dla sieci sprzedaży. To doświadczenie pozwoliło mi rozwinąć umiejętności organizacyjne i zarządcze. Później prowadziłam również własną firmę — Ubrania dla wysokich kobiet, dzięki której nauczyłam się, jak łączyć pasję z przedsiębiorczością.  W 2014 roku wróciłam do szkoły i odkryłam, że to właśnie tam jest moje miejsce. Od 2021 roku łączę pracę nauczycielki z prowadzeniem własnej firmy edukacyjnej, która oferuje korepetycje z matematyki — grupowe zajęcia dla ósmoklasistów oraz indywidualne lekcje dla uczniów szkół ponadpodstawowych. Od 2026 roku planuję rozszerzyć ofertę również o zajęcia grupowe dla maturzystów.  Przez lata opracowałam autorski program nauczania oraz stworzyłam wiele własnych materiałów edukacyjnych, które pomagają moim uczniom skutecznie i zrozumiale opanować matematykę.  Od 2024 roku prowadzę stronę Renimatematyka.pl, gdzie dzielę się wiedzą, materiałami i pasją do królowej nauk. Wierzę, że każdy może zrozumieć matematykę — wystarczy tylko odpowiednie podejście, cierpliwość i odrobina wiary w siebie.  Prywatnie jestem żoną Jacka, mamą Pawła i Weroniki oraz całym światem dla naszej Bezy czyli suni rasy Shih Tzu. W wolnym czasie lubię spędzać czas z rodziną, podróżować, spacerować po lesie, chodzić do teatru, czytać książki. Jestem także fanem piłki ręcznej. Uwielbiam dobrą kuchnię, taniec i oczywiście tabliczkę mnożenia. mgr Renata Dzierżanowska, przygotowuję uczniów do egzaminu ósmoklasisty i matury podstawowej z matematyki, pracuję w Szkole Międzynarodowej w Warszawie, posiadam ponad 20-letnie doświadczenie w nauczaniu. Znam zakres materiału edukacji wczesnoszkolnej, edukacji podstawowej klas 4-8, a także liceum i technikum. 

Z pamiętnika nauczycielki matematyki… lato

Pamiętnik nauczycielki matematyki – lato 1 lipca Oficjalnie wolna!Nie muszę dzisiaj nikogo pytać z równań kwadratowych, nie muszę nikogo upominać, że „wzory to nie są ozdoby zeszytu, tylko narzędzia matematyczne!”. Zrobiłam sobie kawę, siadłam na tarasie i patrzę, jak rośnie mięta. Mam wrażenie, że pierwszy raz od dziesięciu miesięcy oddycham pełną piersią. Choć nie ukrywam – zanim zasnęłam wczoraj, policzyłam w głowie, dla ilu licealistów muszę znaleźć dodatkowy czas od września (tzw. korepetycje) 2 lipca Jadę z rodziną i psem do Gdańska na Open’era. To znaczy mąż i córka idą na ten festiwal, syn został w Warszawie, bo musi odbyć praktyki studenckie. Przyjedzie w sobotę i do nich dołączy. Niestety mnie dopadło zapalenie zatok i zamiast cieszyć się plażowaniem ( o ile można to robić w Polsce ) to jedynie spaceruję z Bezą (moją sunią shih tzu) i wdycham nadmorski klimat. 7 lipca Gdy inni odpoczywają nad morzem ja zaczynam półkolonie. To już drugi rok, kiedy naprawdę chce mi się coś zrobić dla dzieciaków. Nie dlatego, że muszę. Nie dlatego, że nie umiem usiedzieć w miejscu (choć to też prawda ). Ale dlatego, że wiem, jak wiele mogą dać te kilka wspólnie spędzonych dni. Dla nich to okazja, by wreszcie poczuć się częścią grupy, coś stworzyć, pobrudzić ręce farbą albo zbudować most z patyków i sznurka. Dla mnie – to przypomnienie, po co wybrałam ten zawód. Jasne, że są chwile zmęczenia. Czasem brakuje cierpliwości, czasem głowa pełna jest organizacyjnych drobiazgów. Ale potem widzę te uśmiechy, słyszę: “Proszę pani, a za rok też pani zrobi półkolonie?” – i wszystko ma sens. Nie potrzebuję plaży i parasola. Mam kredki, hałas w tle, śmiech dzieci i poczucie, że robię coś ważnego.I może właśnie to jest moja forma odpoczynku – inna niż standardowa, ale dająca mnóstwo satysfakcji. 15 lipca Uczę się odpuszczać. Naprawdę. Chociaż… zapisałam sobie pomysł na ciekawą grę z ułamkami. No trudno – nauczycielka nawet na urlopie nie przestaje być nauczycielką. Wróciłam do domu i zaczęłam porządki w szafkach. Znalazłam stary test z 2019 roku – wzruszyłam się, bo był tam rysunek pieska przy równaniu. Uczniowie jednak potrafią zaskakiwać. Wieczorami przeglądam nowinki edukacyjne – tak, wiem, miało być „zero szkoły”, ale może ten rok spróbuję zacząć z czymś świeżym. Może matematyczne escape roomy?   31 lipca Dostałam wiadomość od mamy Kasi  – pyta, czy mogę się spotkać z Kasią na korepetycje z wyrażeń algebraicznych, bo „córka chce we wrześniu z przytupem zacząć nową klasę”… No i jak jej odmówić ? Uczyłyśmy się cały tydzień i udało się powtórzyć dużo więcej (!) Z jednej strony czasem mi żal przerywać wakacyjny rytm, z drugiej – lubię, jak komuś zależy. I chyba już się stęskniłam za tablicą.   6 sierpnia Byłam dziś w sklepie papierniczym. Przysięgam, tylko po długopis…. Wróciłam z zestawem kolorowych flamastrów, bloczkiem karteczek i… kubkiem z napisem: „Matematyka rządzi światem (i moim biurkiem) ”. Powiedzcie mi, czy to jest uleczalne?   10 sierpnia Zaczynam czuć znajome uczucie – ekscytację przed nowym rokiem. Lubię to: białe kartki dziennika, nowe tematy, świeże głowy uczniów. Zastanawiam się, jak ich zaskoczyć na pierwszych lekcjach. Może zaczniemy od zagadki logicznej? Jeszcze trzy tygodnie wakacji, ale ja już szykuję plan bitwy. Bycie nauczycielką to nie zawód. To sposób myślenia. Nawet latem.

Letnie życie nauczycielki.

Letnie życie nauczycielki matematyki Kiedy ostatni dzwonek wybrzmi w czerwcu, a uczniowie rozbiegają się w stronę wakacyjnych przygód, nauczycielka matematyki zdejmuje ze ściany plakat z wzorami skróconego mnożenia i głęboko oddycha. W końcu zaczęło się lato – czas wytchnienia, refleksji i… drobnych równań w głowie, które nigdy do końca nie milkną. Poranki bez dzwonka Zamiast szarpanego budzika o 5:45* w wakacje budzi ją słońce i zapach kawy. Z kubkiem w dłoni siada na balkonie lub w ogrodzie, czytając książki – niekoniecznie o teorii liczb. Czasem jednak skusi się na coś popularnonaukowego – bo nawet w lecie pasja nie zasypia. Między morzem a maturą W lipcu może pojechać nad morze, gdzie zamiast prowadzić klasówkę, prowadzi długie spacery brzegiem plaży. Ale między opalaniem a lodami niejedna nauczycielka zerka na maila – może ktoś poprosił o korepetycje przed poprawką? Czas dla siebie Letnie miesiące to moment na rzeczy odkładane “na później”: kurs jogi, wyprawa w góry, nadrabianie filmów, spotkania z przyjaciółmi bez ciągłego zerkania na plan lekcji. A także – nie oszukujmy się – godziny spędzone na szukaniu inspiracji do nowych zadań, gier matematycznych czy ciekawych metod nauczania. Z notesem w tle W sierpniu zaczyna się lekki niepokój – czas zamówić nowe pomoce dydaktyczne, zaplanować rok szkolny, sprawdzić, czy podręczniki się nie zmieniły. I choć wakacje wciąż trwają, głowa już powoli wraca do sal lekcyjnych, do tablicy i do uśmiechniętej klasy. Bo nauczycielką się jest, a nie tylko bywa. * Czemu tak wcześnie wstaje… bo jeszcze musi wyprowadzić psa…

Nie chodzi o liczby. Chodzi o człowieka.

„A czy to przyda mi się w życiu?” Takie pytanie słyszę chyba częściej niż dzwonek na przerwę. Czy to znaczy, że ułamki właśnie odpłynęły… Podczas lekcji w szkole nie jest łatwo zapanować nad grupą. Dzieciaki są myślami wszędzie, tylko nie na lekcji matematyki: W świecie Minecrafta W czeluściach TikToka W zamyśleniu co będzie na obiad. Albo w analizie czy Wiktor naprawdę podoba się Zosi… I choć chwilę wcześniej rzucam im: „Słuchajcie, mówię to tylko raz!” to potem i tak powtarzam to jeszcze trzy razy… Minimum. No i co mam IM odpowiedzieć na zadane pytanie? Czy matematyka, czy ułamki przydadzą się w życiu ?– Czasem coś się przyda, czasem nie. Z ułamków przecież krupniku nie ugotujesz…Ale nie wszystko musi być od razu „praktyczne”. Nie o to zawsze chodzi. Bo matematyka, bo szkoła to nie tylko daty, wzory i pojęcia. To nauka myślenia. A myślenie… przydaje się wszędzie. Zawsze. I to pytanie wcale nie jest wyrazem ICH buntu… ONI po prostu pytają : „Pokaż nam, że to wszystko ma sens.” I wtedy przypominam sobie, dlaczego JA tu jestem… Nie po to, by przekazać im cały podręcznik.Nie po to, żeby „przerobić materiał”.TYLKO PO TO, żeby zapalić w NICH światło.Czasem małe. Czasem ledwo widoczne. Bo jeśli chociaż jedno dziecko zacznie pytać, kwestionować, myśleć –to znaczy, że było warto. Bo ja nie uczę tylko liczb i liter.Ja uczę człowieka.

Jak wypadł “niecovidowy” rocznik na egzaminie ósmoklasisty ?

Ten rocznik ósmoklasistów został przez MEN uznany za “niecovidowy” dlatego podstawa na egzamin ósmoklasisty z matematyki została zwiększona i uczniowie mieli nie tylko więcej zadań, ale poziom ich trudności został podwyższony. Niestety ten rocznik nie powinien zostać tak potraktowany, bowiem ten rocznik miał zdalne nauczanie już pod koniec 3 klasy, potem prawie całą 4 klasę oraz część 5 klasy. Jeśli ktoś nie uczył się podczas lekcji zdalnych, to braki w edukacji, które nagromadził wyszły na egzaminie ósmoklasisty i być może znajdą też odzwierciedlenie (na ciągle jeszcze obowiązkowej) maturze z matematyki. Obym się myliła… Z mojego doświadczenia w pracy z uczniami przygotowującymi się do matury z matematyki wynika, że najwięcej problemów z matematyką bierze się z braku dobrego jej nauczania w klasach 3-5 szk. podst. Uczeń piszący maturę z matematyki bez problemu poradzi sobie z różnymi twierdzeniami ( zwłaszcza, że ma kartę wzorów na maturze pod ręką) ale umiejętności obliczeniowe musi nabyć we wczesnych latach podstawówki. Działań na ułamkach czy obliczania wartości wyrażeń algebraicznych nie ma w tej karcie wzorów… a są one konieczne do obliczenia wielu zadań. To właśnie na tych obliczeniach mylą się uczniowie na egzaminie ósmoklasisty czy potem na maturze z matematyki. Czy można temu zapobiec?Tak.Matematyki nie można bagatelizować we wczesnych lata nauki.  Nauczanie wczesnoszkolne to najważniejszy etap rozwoju dziecka i to właśnie ten etap zadecyduje jaka będzie jego przyszłość.Oczywiście zdarzają się wyjątki, ludzie bez matury, którym się w życiu mega powiodło… ale to niewielki procent społeczeństwa. Często zwykły przypadek zdecydował o tym, że ktoś bez wykształcenia jest teraz biznesmenem czy milionerem … statystycznie taka sytuacja nie będzie dotyczyć każdego. Dlatego odkładanie edukacji matematycznej lub świadome rezygnowanie z niej nie przyniesie korzyści w przyszłości. Jako rodzic dziecka, które jest teraz w podstawówce, możesz bardzo wiele. Im szybciej zachęcisz dziecko do zabawy matematyką – tym szybciej zaczniesz zbierać tego efekty. 

Sukces rośnie po cichu …

Sukces rośnie po cichu – rodzi się z każdej, nawet najmniejszej decyzji, by mimo zmęczenia, zniechęcenia czy niepewności, spróbować jeszcze raz, by nie odpuścić i zrobić choćby jeden krok naprzód. Sukces nie rodzi się nagle ani nie ogłasza swojego nadejścia. Tworzy się w codziennych wyborach, które nie robią hałasu: w chwili, gdy dziecko siada do nauki, choć wolałoby się bawić; gdy ma odwagę zapytać o coś trudnego, zamiast udawać, że wszystko rozumie; gdy w ciszy domowego biurka decyduje – nie poddam się. To właśnie w tych momentach, często niezauważalnych, dojrzewa prawdziwa siła. Sukces nie zawsze jest widoczny od razu – nie zawsze przychodzi z piątką w dzienniku czy gromkimi brawami. Czasem objawia się dopiero po czasie, w lepszym zrozumieniu, w rosnącej pewności siebie, w uśmiechu i dumie z własnego wysiłku. Niepozorne, codzienne wybory – budują wewnętrzną siłę. Bo sukces to nie tylko wynik końcowy, ale cała droga, którą trzeba przejść. To wszystkie próby, potknięcia i podnoszenie się mimo zmęczenia. Warto pokazywać dzieciom, że każda ich decyzja ma znaczenie. Nawet ta, by usiąść na dziesięć minut i powtórzyć materiał. Każdy wybór, by zrobić „jeszcze jedno” zadanie. Każde „poradzę sobie” zamiast „nie dam rady”. Nie trzeba być idealnym – trzeba być wytrwałym. Sukces nie zawsze krzyczy. Czasem po prostu cicho rośnie – i nagle, któregoś dnia, staje się widoczny. W lepszej ocenie. W uśmiechu dziecka. W dumie z własnego wysiłku. A to właśnie ten rodzaj sukcesu zostaje z dzieckiem na całe życie – ten, który wyrasta z codziennego wysiłku, z pokonywania własnych słabości, z nauki wytrwałości i wiary we własne możliwości. To sukces, który nie przemija wraz z końcem roku szkolnego ani nie znika po otrzymaniu świadectwa – on buduje podejście do wyzwań, kształtuje charakter i uczy, że warto próbować, nawet jeśli droga jest trudna. Nie trzeba być idealnym – wystarczy być wytrwałym. Bo sukces, ten najcenniejszy, cicho rośnie… i któregoś dnia – bez fanfar – po prostu jest.

Koniec Roku Szkolnego

Koniec roku szkolnego już tuż, tuż…Dzieci odliczają dni do wakacji, nauczyciele zamykają dzienniki, a rodzice zagrzewają do ostatniego wysiłku. To moment, kiedy zmęczenie miesza się z mobilizacją – bo przed nami ostatnia prosta. 📚 Prace domowe, kartkówki, poprawki – choć bywają trudne i nużące, to właśnie teraz mogą zrobić różnicę. To szansa, by podnieść ocenę, zrozumieć niezrozumiałe i pokazać, że potrafimy walczyć do końca. Nawet jedno zadanie więcej może zmienić bardzo wiele. 📖 Należy pamiętać, że edukacja to jednak coś więcej niż cyferki w dzienniku. To budowanie charakteru, uczenie się wytrwałości i wiary w siebie. Każdy dzień nauki to cegiełka w fundamencie przyszłości. Nauka uczy nie tylko faktów – uczy, jak się uczyć, jak radzić sobie z trudnościami, jak nie rezygnować. 💡 Dlatego warto powtarzać Dziecku, że każda minuta skupienia ma sens. Każde “spróbuję jeszcze raz” jest krokiem do sukcesu. Nawet jeśli dziś jest trudno – jutro może być łatwiej. Bo sukces nie zawsze przychodzi nagle. Czasem rośnie po cichu – z każdej małej decyzji, by się nie poddać. 👨‍👩‍👧‍👦 W tym czasie szczególnie ważne jest wsparcie dorosłych. Rozmowa, wspólne planowanie dnia, przypomnienie, że wysiłek się opłaca. Dzieci potrzebują dziś nie tylko kontroli, ale przede wszystkim zrozumienia i obecności. 💪 Dziecko uczy się nie dla Rodziców i nie dla szkoły, ale przede wszystkim dla siebie. Dopingujmy dzieci, pokazujmy im sens systematyczności i wspierajmy, gdy brakuje sił. Bo najważniejsze to zakończyć rok – i każdy wysiłek – z dumą i poczuciem, że daliśmy z siebie wszystko. Dodaj tu swój tekst nagłówka